wtorek, 26 sierpnia 2008

Dobry dzień

Zaczęło się pięknie: śniadanie poranne w towarzystwie czwórki wspaniałych ludzi: dziadków, cioci Oli (siostry Maksymiliany SSpS) oraz ojca Adama Pierożka SVD. Diadkowie wcześniej wyjechali do kościoła, a nasza trójka jeszcze posiedziała, następnie ojciec pojechał chyba do Warszawy, a myśmy wyszły we dwójkę do kościoła. Akórat samochodem wyjeżdżał sąsiad dziadków ks. Andrzej Piłot, który nas wzioł do ałta i podwiózł na msze. Prosto z kościoła dziadziuś zawiózł mnie na poprawkowy egzamin maturalny ustny z Angielskiego, który z Bożą pomocą, oraz mojego Anioła stróża i Matki Boskiej Częstochowskiej udało mi się zdać na 50% co jest dla mnie sporym sukcesem :)

Co wesołe na "oblanie" zdania egzaminu kupiłam cztery banany ;) ORGINALNIE, CO??

Po spotkaniu z paniami odpowiedzialnymi za kółko misyjne w Górze dziadziuś Józiu zawiózł mnie do domu przez Czarków gdzie kópiłam kiełbasy na dzisiejsze ognicho :) Teraz czeka mnie jeszcze sporo pracy z przygotowaniem wszystkiego, więc kończe

LA PAX

Brak komentarzy: