Za smutku chwilę, radości
Dziękuje Ci Boże drogi
Ostatni w tym miesiącu post piszę
I zwracam się do Ciebie, bo muszę
Bardzo cię kocham i potrzebuję
Z tobążycia na pewno nie zmarnuję
Za zwykłą codzienność dzięki Ci Panie
Jutro nowy świt nastanie
Nowy czas i pora nowa
Czeka na mnie wspólnota oazowa :)
piątek, 30 listopada 2007
środa, 28 listopada 2007
Dla radości duszy Twojej
Sporadyczne momenty
Samotności we dwoje
Wiedziałam w tedy
Jesteś mym domem
***
Śmiać się z Tobą
Płakać z Tobą
Biegać, tańczyć
Jeździć autem
I rozmawiać
Tak bez końca
Spacerować
Brzegiem rzeki
Dać Ci to
Co mi najdroższe
Życie swoje ofiarować
Dla radości duszy Twojej
Samotności we dwoje
Wiedziałam w tedy
Jesteś mym domem
***
Śmiać się z Tobą
Płakać z Tobą
Biegać, tańczyć
Jeździć autem
I rozmawiać
Tak bez końca
Spacerować
Brzegiem rzeki
Dać Ci to
Co mi najdroższe
Życie swoje ofiarować
Dla radości duszy Twojej
Niewiadoma
Rączka wędruje w błagalnym geście
Wyciągana do tłumu marmurowych twarzy
Chwyta pieniążek i daje go mamie
Mała moneta znika w sakiewce
Ktoś oszukać się dał
Naciągnięty został
Rączka wędruje w błagalnym geście
Wyciągana do tłumu marmurowych twarzy
Chwyta pieniążek i daje go mamie
Mała moneta znika w sakiewce
Ktoś dał życie
Nadzieje na jutro
Rączka wędruje w błagalnym geście
Wyciągana do tłumów marmurowych twarzy
Co zrobisz??
Wyciągana do tłumu marmurowych twarzy
Chwyta pieniążek i daje go mamie
Mała moneta znika w sakiewce
Ktoś oszukać się dał
Naciągnięty został
Rączka wędruje w błagalnym geście
Wyciągana do tłumu marmurowych twarzy
Chwyta pieniążek i daje go mamie
Mała moneta znika w sakiewce
Ktoś dał życie
Nadzieje na jutro
Rączka wędruje w błagalnym geście
Wyciągana do tłumów marmurowych twarzy
Co zrobisz??
poniedziałek, 26 listopada 2007
smuta
Szaro, buro, mokro
Przestał prószyć śnieg
Drzew zziębnięte konary
Wyciągają kikuty bez liści
Dym mówi o chłodzie
Przenikającym do szpiku kości
Nic tylko smuta pozostaje
Gdy wiary ci brak
Brak wiary w Człowieka i Boga
Prowadzi do serca rozpaczy
Depresja ponownie zawita
Bez wiary Cię wszystko dobija
Uwierz w Człowieka i Boga
Zaufaj im obu ponownie
Bez smutku chwili, przygnębienia
Nie poznałbyś smaku radości
Przestał prószyć śnieg
Drzew zziębnięte konary
Wyciągają kikuty bez liści
Dym mówi o chłodzie
Przenikającym do szpiku kości
Nic tylko smuta pozostaje
Gdy wiary ci brak
Brak wiary w Człowieka i Boga
Prowadzi do serca rozpaczy
Depresja ponownie zawita
Bez wiary Cię wszystko dobija
Uwierz w Człowieka i Boga
Zaufaj im obu ponownie
Bez smutku chwili, przygnębienia
Nie poznałbyś smaku radości
piątek, 23 listopada 2007
Sen
Piękne suknie, garnitury
Oczekiwanie
Bal niech się zacznie
Siedzimy w loży
Wychodzą goście
Na spacer krótki
Z nimi podążasz
Czekam na ciebie
W śród ludzi sama
Wychodzę za wami
Czekam pod lasem
Wracacie weseli
Radością już syci
Mijacie mnie bokiem
Odwracasz się…
Idziesz w mą stronę
Uśmiech masz na twarzy
Wracamy więc razem
By w tłumie być samym
Pierwszy sen
Jedyny
Niepowtarzalny
Zawsześ odchodził
Teraz został ze mną
Dziękuję
Oczekiwanie
Bal niech się zacznie
Siedzimy w loży
Wychodzą goście
Na spacer krótki
Z nimi podążasz
Czekam na ciebie
W śród ludzi sama
Wychodzę za wami
Czekam pod lasem
Wracacie weseli
Radością już syci
Mijacie mnie bokiem
Odwracasz się…
Idziesz w mą stronę
Uśmiech masz na twarzy
Wracamy więc razem
By w tłumie być samym
Pierwszy sen
Jedyny
Niepowtarzalny
Zawsześ odchodził
Teraz został ze mną
Dziękuję
środa, 21 listopada 2007
Poranek
Słońce za mgłom
Jasno świecące
Nieba odcienie
Szarości przez pomarańcz
Po błękit czysty
W bezlistnych gałęziach ptak
Drzewa we mgle skąpane
Śnieg na dachach
Dym wąskimi strużkami ucieka w niebo
Słońca promienie odbijają się od samochodów, kominów
Zapach mrozu
Chłód zimowego poranka
Krakanie wrony
Odgłosy pociągu
Tak wstaje nowy dzień
Jak go przeżyjesz
Zależy również od Ciebie
(22.11.2007r)
Jasno świecące
Nieba odcienie
Szarości przez pomarańcz
Po błękit czysty
W bezlistnych gałęziach ptak
Drzewa we mgle skąpane
Śnieg na dachach
Dym wąskimi strużkami ucieka w niebo
Słońca promienie odbijają się od samochodów, kominów
Zapach mrozu
Chłód zimowego poranka
Krakanie wrony
Odgłosy pociągu
Tak wstaje nowy dzień
Jak go przeżyjesz
Zależy również od Ciebie
(22.11.2007r)
poniedziałek, 19 listopada 2007
Dworzec
Po czarnym asfalcie
Pod nędznym dachem
Idziesz
Dziarskim krokiem
Z błyskiem w oku
Uśmiechem na twarzy
Na pociąg
Przystajesz
Witasz się
Rozmawiasz krótko
Podążasz dalej
Schody
Peron
Wsiąść do pociągu
Myślę w sercu
Gdy pod kapturem schowany
Uciekasz po niebie
Wspomnienia
Pod nędznym dachem
Idziesz
Dziarskim krokiem
Z błyskiem w oku
Uśmiechem na twarzy
Na pociąg
Przystajesz
Witasz się
Rozmawiasz krótko
Podążasz dalej
Schody
Peron
Wsiąść do pociągu
Myślę w sercu
Gdy pod kapturem schowany
Uciekasz po niebie
Wspomnienia
wtorek, 13 listopada 2007
Wyszło słońce
Szaro buro
Sypał śnieg
Trzynastego listopada
Data piękna
Matki Boskiej
Tej z Fatimy
Wyszło słońce zza chmur ciemnych
Ptaków stado mknie po niebie
Białe dachy rozświetlone
Dla Maryi ślą ukłony
Tak to słońce
Śle promienie
Odsłaniając tajemnicę
Z płatków kropel roztańczonych
Jak klejnoty drogocenne
Ozdabiają świat w podzięce
Za to serce kochające
Co pamięta o najmniejszym
Te, co kocha bez wytchnienia
Serce Matki Trwającej
Choć znów zajdzie słońce złote
To oddało cześć swej Pani
By rozświetlić jej koronę
By przypomnieć
Kto Królową jest Tej Ziemi
Kto nam Matką, Opiekunką
Wstawienniczką jest u Boga
I po bogu pierwsza zaraz
Jego Matka – Matka Boża
Sypał śnieg
Trzynastego listopada
Data piękna
Matki Boskiej
Tej z Fatimy
Wyszło słońce zza chmur ciemnych
Ptaków stado mknie po niebie
Białe dachy rozświetlone
Dla Maryi ślą ukłony
Tak to słońce
Śle promienie
Odsłaniając tajemnicę
Z płatków kropel roztańczonych
Jak klejnoty drogocenne
Ozdabiają świat w podzięce
Za to serce kochające
Co pamięta o najmniejszym
Te, co kocha bez wytchnienia
Serce Matki Trwającej
Choć znów zajdzie słońce złote
To oddało cześć swej Pani
By rozświetlić jej koronę
By przypomnieć
Kto Królową jest Tej Ziemi
Kto nam Matką, Opiekunką
Wstawienniczką jest u Boga
I po bogu pierwsza zaraz
Jego Matka – Matka Boża
poniedziałek, 12 listopada 2007
Zniewolenie
Obojętnością Cię zabiłam
Ja sama w strachu mym
Upadłam nisko,
Czy spodziewać można by się?
W ciąż się boję
Nie potrafię się przełamać
Prawdy wyznać Ci nie mogę
I w ciąż leżę na łopatkach
Rozłożona poprzez strach
Strach czy duma mnie trak więzi?
Że nie mogę wyznać prawdy
Prosto w oczy, co ja myślę
Lecz jedynie pisać umiem
O zmartwieniu marnym takiem
I już żegnam się z nadzieją
Powiem szczerze to, co trzeba
Nie przemilczę nic oczami
Jednak ust nie uchylę
Zbyt się lękam
Zbyt się boję
Ja sama w strachu mym
Upadłam nisko,
Czy spodziewać można by się?
W ciąż się boję
Nie potrafię się przełamać
Prawdy wyznać Ci nie mogę
I w ciąż leżę na łopatkach
Rozłożona poprzez strach
Strach czy duma mnie trak więzi?
Że nie mogę wyznać prawdy
Prosto w oczy, co ja myślę
Lecz jedynie pisać umiem
O zmartwieniu marnym takiem
I już żegnam się z nadzieją
Powiem szczerze to, co trzeba
Nie przemilczę nic oczami
Jednak ust nie uchylę
Zbyt się lękam
Zbyt się boję
piątek, 9 listopada 2007
Gdzie ??
Twe oczy obojętne
A tęsknie za ich blaskiem
Za spojrzeniem ożywionym
Odeszło natchnienie…
I słyszę głos
Tak… słyszę śpiew twój
Choć nie ma cię
Tonę we mgle
Serce boli
Gdy obojętności chwyta ster
By ukryć sens
Jestem – nie ma nas
Dusza z ciała wyrwać się chce
Wszystka sztywnieję
Świat kończy się
Kamienie na dnie
Wolność braku oddechu
Braku wzroku i serca
Niewola ducha żywego
Rozwiązania nie ma żadnego
Przekleństwo człowieka zranionego
W niepamięci schronionego
Bezlitośnie zagubionego
Gaśnie oko w mroku nocy
Nowe życie
Nowe światło
Wraca pamięć
Przemijaniu nie ma końca
Obudzić się na nowo
Oddech nowy poczuć w piersi
Świeżość świata zauważyć
Strugi deszczu jesiennego
Popatrz innym na świat wzrokiem
W szarości piękno dostrzeż
W bólu nocy nadzieję
Nadchodzi nowy świt
A tęsknie za ich blaskiem
Za spojrzeniem ożywionym
Odeszło natchnienie…
I słyszę głos
Tak… słyszę śpiew twój
Choć nie ma cię
Tonę we mgle
Serce boli
Gdy obojętności chwyta ster
By ukryć sens
Jestem – nie ma nas
Dusza z ciała wyrwać się chce
Wszystka sztywnieję
Świat kończy się
Kamienie na dnie
Wolność braku oddechu
Braku wzroku i serca
Niewola ducha żywego
Rozwiązania nie ma żadnego
Przekleństwo człowieka zranionego
W niepamięci schronionego
Bezlitośnie zagubionego
Gaśnie oko w mroku nocy
Nowe życie
Nowe światło
Wraca pamięć
Przemijaniu nie ma końca
Obudzić się na nowo
Oddech nowy poczuć w piersi
Świeżość świata zauważyć
Strugi deszczu jesiennego
Popatrz innym na świat wzrokiem
W szarości piękno dostrzeż
W bólu nocy nadzieję
Nadchodzi nowy świt
czwartek, 8 listopada 2007
Nieśmy radość tam, gdzie jej brak :)
Uśmiech Twój, każdy gest
Sprawia, że śmiać się chce
Nie ma już gorzkich łez
Bo jesteś tu i wiem że…..
Ten dzień dobry jest
Ten dzień piękny jest
Dla radości w świecie szarych dusz
Gdy idziesz drogą w świat
Obojętności dotyk znasz
Sprzeciwiaszjemu się
Niosąc radości pieśń
Ten dzień dobry jest
Ten dzień piękny jest
Dla radości w świecie szarych dusz
Idźmy „paczką” przez ziemię
Nieśmy uśmiech co dnia
Beznadziei powiedzmy NIE
Cieszmy życiem się
Ten dzień dobry jest
Ten dzień piękny jest
Dla radości w świecie szarych dusz
Nieśmy światu dar
Niepoprawność sił nam da
Pomocą służmy, gdy czas
Samotnym niech nie będzie nikt
Ten dzień dobry jest
Ten dzień piękny jest
Dla radości w świecie szarych dusz
środa, 7 listopada 2007
Nie wystarczy uwierzyć, trzeba jeszcze pokochać :)
Czym jest wiara?
Skąd się bieże?
Jak się przejawia?
Takie i inne pytania "chodzą" mi od dwa po głowie.
Wiarę wpoili mi rodzice, wychowałam się w niej, ale nie rozumiałam do końca, na czym to polega. Obecnie też nie wszystko pojmuję, ale odnalazłam sedno: nie wystarczy uwierzyć, trzeba jeszcze pokochać. Pokochać Boga? To niemalże postać fantastyczna z książki zwanej Bibliom; Jezusa? On żył tak dawno, no tak umarł za nasze grzechy - przynajmniej tak mówi Kościół, a i jeszcze kościół, to taka instytucja wiary...
Po prostu super, i o co w tym wszystkim chodzi??
No właśnie, wiara i wszystko, co z nią związane wydaje się być abstrakcją, nawet nie wspomniałam o Duchu Świętym, dlaczego?? Nie wiem, może w dzisiejszym świecie za często jest pomijany, w dodatku w nazwie ma duch... to już wogóle przegięcie dla człowieka XXI wieku.
Dlaczego więc wierzę?
Bóg nie jest abstrakcją, choć tak by się to mogło wydawać, on żyje, czuje, a przedewszystkim kocha.
No właśnie, Bóg nas kocha, w ciąż to powtarza nie tylko w Księgach Pisma Świętego, ale na co dzień, choć może nie potrafimy tego usłyszeć, dostrzec.
Jeszcze jedno ważne zagadnienie: Poczucie przynależności do wspólnoty Kościoła.
Jest tak, że chcielibyśmy czerpać garściami korzyści płynące z przynależenia do tej wspólnoty, aby obdarzyła nas ona poczuciem akceptacji i przynależności, jednak, gdy przychodzimy z takim nastawieniem zazwyczaj nie otrzymuje wszystkiego, na czym mu zależało i odchodzi niepocieszony. Aby w pełni korzystać z wszelkich "przywilejów" świadomej przynależności do Kościoła, trzeba dać z siebie wszystko, co jest możliwe i jeszcze więcej, w ten sposób czerpie się ze zdroju darów Ducha świętego, ale jest jeszcze jeden warunek: trzeba kochać. Nie randze od razu obdarzać miłością samego Boga, jeśli ten jest dla człowieka jeszcze zbyt abstrakcyjny, to jest to zadanie niemalże niewykonalne, lepiej pokochać człowieka (jak przyjaciela) i dostrzec w nim Boży dar. Miłość do Boga rozkwitnie sama, jak najpiękniejszy świata kwiat.
Jedynie dając z siebie maksymalnie dużo, czując wsparcie i współpracując dla dobra ogółu człowiek czuje są potrzebny, sam nieświadomie zżywa się z wspólnotą otaczających go ludzi i odkrywa to, co w Kościele najcenniejsze, znajduje prawdziwe szczęście w dzieleniu się swoim życiem z innymi, jednocześnie mając fundamentalne wsparcie w wspólnocie, a przede wszystkim samym Bogu.
Skąd się bieże?
Jak się przejawia?
Takie i inne pytania "chodzą" mi od dwa po głowie.
Wiarę wpoili mi rodzice, wychowałam się w niej, ale nie rozumiałam do końca, na czym to polega. Obecnie też nie wszystko pojmuję, ale odnalazłam sedno: nie wystarczy uwierzyć, trzeba jeszcze pokochać. Pokochać Boga? To niemalże postać fantastyczna z książki zwanej Bibliom; Jezusa? On żył tak dawno, no tak umarł za nasze grzechy - przynajmniej tak mówi Kościół, a i jeszcze kościół, to taka instytucja wiary...
Po prostu super, i o co w tym wszystkim chodzi??
No właśnie, wiara i wszystko, co z nią związane wydaje się być abstrakcją, nawet nie wspomniałam o Duchu Świętym, dlaczego?? Nie wiem, może w dzisiejszym świecie za często jest pomijany, w dodatku w nazwie ma duch... to już wogóle przegięcie dla człowieka XXI wieku.
Dlaczego więc wierzę?
Bóg nie jest abstrakcją, choć tak by się to mogło wydawać, on żyje, czuje, a przedewszystkim kocha.
No właśnie, Bóg nas kocha, w ciąż to powtarza nie tylko w Księgach Pisma Świętego, ale na co dzień, choć może nie potrafimy tego usłyszeć, dostrzec.
Jeszcze jedno ważne zagadnienie: Poczucie przynależności do wspólnoty Kościoła.
Jest tak, że chcielibyśmy czerpać garściami korzyści płynące z przynależenia do tej wspólnoty, aby obdarzyła nas ona poczuciem akceptacji i przynależności, jednak, gdy przychodzimy z takim nastawieniem zazwyczaj nie otrzymuje wszystkiego, na czym mu zależało i odchodzi niepocieszony. Aby w pełni korzystać z wszelkich "przywilejów" świadomej przynależności do Kościoła, trzeba dać z siebie wszystko, co jest możliwe i jeszcze więcej, w ten sposób czerpie się ze zdroju darów Ducha świętego, ale jest jeszcze jeden warunek: trzeba kochać. Nie randze od razu obdarzać miłością samego Boga, jeśli ten jest dla człowieka jeszcze zbyt abstrakcyjny, to jest to zadanie niemalże niewykonalne, lepiej pokochać człowieka (jak przyjaciela) i dostrzec w nim Boży dar. Miłość do Boga rozkwitnie sama, jak najpiękniejszy świata kwiat.
Jedynie dając z siebie maksymalnie dużo, czując wsparcie i współpracując dla dobra ogółu człowiek czuje są potrzebny, sam nieświadomie zżywa się z wspólnotą otaczających go ludzi i odkrywa to, co w Kościele najcenniejsze, znajduje prawdziwe szczęście w dzieleniu się swoim życiem z innymi, jednocześnie mając fundamentalne wsparcie w wspólnocie, a przede wszystkim samym Bogu.
poniedziałek, 5 listopada 2007
Jak kropla rosy
Wczoraj ks. Marek miał kazanie, mówił, że człowiek wobec boga jest jak kropla rosy. Zdałam sobie sprawę z tego, że jestem zaledwie ziarnkiem pyłu na wietrze, a jednak On wybrał mnie przed założeniem świata i pokochał odwieczną miłością, co więcej, pragnie, abym niosła ją innym i rozdawała w obfitości. Jeśli to czytasz, to pora, byś zdał/a sobie sprawę z tego, że to właśnie Ciebie Jezus pragnie dziś przytulić do swego serca. Usłysz Jego wołanie i daj się porwać ogromowi jego żywej miłości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
