piątek, 30 listopada 2007

podziękowanie

Za  smutku chwilę, radości
Dziękuje Ci Boże drogi
Ostatni w tym miesiącu post piszę
I zwracam się do Ciebie, bo muszę
Bardzo cię kocham i potrzebuję
Z tobążycia na pewno nie zmarnuję

Za zwykłą codzienność dzięki Ci Panie
Jutro nowy świt nastanie
Nowy czas i pora nowa

Czeka na mnie wspólnota oazowa :)

środa, 28 listopada 2007

Dla radości duszy Twojej

Sporadyczne momenty
Samotności we dwoje
Wiedziałam w tedy
Jesteś mym domem

***

Śmiać się z Tobą
Płakać z Tobą
Biegać, tańczyć
Jeździć autem

I rozmawiać
Tak bez końca
Spacerować
Brzegiem rzeki

Dać Ci to
Co mi najdroższe
Życie swoje ofiarować
Dla radości duszy Twojej

Niewiadoma

Rączka wędruje w błagalnym geście
Wyciągana do tłumu marmurowych twarzy
Chwyta pieniążek i daje go mamie
Mała moneta znika w sakiewce

Ktoś oszukać się dał
Naciągnięty został

Rączka wędruje w błagalnym geście
Wyciągana do tłumu marmurowych twarzy
Chwyta pieniążek i daje go mamie
Mała moneta znika w sakiewce

Ktoś dał życie
Nadzieje na jutro

Rączka wędruje w błagalnym geście
Wyciągana do tłumów marmurowych twarzy
Co zrobisz??


poniedziałek, 26 listopada 2007

smuta

Szaro, buro, mokro
Przestał prószyć śnieg
Drzew zziębnięte konary
Wyciągają kikuty bez liści

Dym mówi o chłodzie
Przenikającym do szpiku kości
Nic tylko smuta pozostaje
Gdy wiary ci brak

Brak wiary w Człowieka i Boga
Prowadzi do serca rozpaczy
Depresja ponownie zawita
Bez wiary Cię wszystko dobija

Uwierz w Człowieka i Boga
Zaufaj im obu ponownie
Bez smutku chwili, przygnębienia
Nie poznałbyś smaku radości 


piątek, 23 listopada 2007

Sen

Piękne suknie, garnitury
Oczekiwanie
Bal niech się zacznie

Siedzimy w loży
Wychodzą goście
Na spacer krótki
Z nimi podążasz

Czekam na ciebie
W śród ludzi sama
Wychodzę za wami
Czekam pod lasem

Wracacie weseli
Radością już syci
Mijacie mnie bokiem
Odwracasz się…

Idziesz w mą stronę
Uśmiech masz na twarzy
Wracamy więc razem
By w tłumie być samym

Pierwszy sen
Jedyny
Niepowtarzalny

Zawsześ odchodził
Teraz został ze mną

Dziękuję


środa, 21 listopada 2007

powiedzonko

Daniela:
Abstynent niepraktykujący

Poranek

Słońce za mgłom
Jasno świecące
Nieba odcienie
Szarości przez pomarańcz
Po błękit czysty
W bezlistnych gałęziach ptak
Drzewa we mgle skąpane
Śnieg na dachach
Dym wąskimi strużkami ucieka w niebo
Słońca promienie odbijają się od samochodów, kominów
Zapach mrozu
Chłód zimowego poranka
Krakanie wrony
Odgłosy pociągu

Tak wstaje nowy dzień
Jak go przeżyjesz
Zależy również od Ciebie


(22.11.2007r)

poniedziałek, 19 listopada 2007

Dworzec

Po czarnym asfalcie
Pod nędznym dachem
Idziesz

Dziarskim krokiem
Z błyskiem w oku
Uśmiechem na twarzy
Na pociąg

Przystajesz
Witasz się
Rozmawiasz krótko
Podążasz dalej
Schody
Peron
Wsiąść do pociągu

Myślę w sercu
Gdy pod kapturem schowany
Uciekasz po niebie
Wspomnienia


wtorek, 13 listopada 2007

Wyszło słońce

Szaro buro
Sypał śnieg
Trzynastego listopada
Data piękna
Matki Boskiej
Tej z Fatimy

Wyszło słońce zza chmur ciemnych
Ptaków stado mknie po niebie
Białe dachy rozświetlone
Dla Maryi ślą ukłony

Tak to słońce
Śle promienie
Odsłaniając tajemnicę
Z płatków kropel roztańczonych
Jak klejnoty drogocenne
Ozdabiają świat w podzięce
Za to serce kochające
Co pamięta o najmniejszym
Te, co kocha bez wytchnienia
Serce Matki Trwającej

Choć znów zajdzie słońce złote
To oddało cześć swej Pani
By rozświetlić jej koronę
By przypomnieć
Kto Królową jest Tej Ziemi
Kto nam Matką, Opiekunką
Wstawienniczką jest u Boga
I po bogu pierwsza zaraz
Jego Matka – Matka Boża


poniedziałek, 12 listopada 2007

Zniewolenie

Obojętnością Cię zabiłam
Ja sama w strachu mym
Upadłam nisko,
Czy spodziewać można by się?
W ciąż się boję
Nie potrafię się przełamać
Prawdy wyznać Ci nie mogę
I w ciąż leżę na łopatkach
Rozłożona poprzez strach

Strach czy duma mnie trak więzi?
Że nie mogę wyznać prawdy
Prosto w oczy, co ja myślę
Lecz jedynie pisać umiem
O zmartwieniu marnym takiem
I już żegnam się z nadzieją
Powiem szczerze to, co trzeba
Nie przemilczę nic oczami
Jednak ust nie uchylę
Zbyt się lękam
Zbyt się boję


piątek, 9 listopada 2007

Gdzie ??

Twe oczy obojętne
A tęsknie za ich blaskiem
Za spojrzeniem ożywionym

Odeszło natchnienie…

I słyszę głos
Tak… słyszę śpiew twój
Choć nie ma cię

Tonę we mgle

Serce boli
Gdy obojętności chwyta ster
By ukryć sens

Jestem – nie ma nas

Dusza z ciała wyrwać się chce
Wszystka sztywnieję
Świat kończy się

Kamienie na dnie

Wolność braku oddechu
Braku wzroku i serca
Niewola ducha żywego

Rozwiązania nie ma żadnego

Przekleństwo człowieka zranionego
W niepamięci schronionego
Bezlitośnie zagubionego

Gaśnie oko w mroku nocy

Nowe życie
Nowe światło
Wraca pamięć

Przemijaniu nie ma końca

Obudzić się na nowo
Oddech nowy poczuć w piersi
Świeżość świata zauważyć

Strugi deszczu jesiennego

Popatrz innym na świat wzrokiem
W szarości piękno dostrzeż
W bólu nocy nadzieję

Nadchodzi nowy świt


czwartek, 8 listopada 2007

Nieśmy radość tam, gdzie jej brak :)


Uśmiech Twój, każdy gest
Sprawia, że śmiać się chce
Nie ma już gorzkich łez
Bo jesteś tu i wiem że…..

Ten dzień dobry jest
Ten dzień piękny jest
Dla radości w świecie szarych dusz

Gdy idziesz drogą w świat
Obojętności dotyk znasz
Sprzeciwiaszjemu się
Niosąc radości pieśń

Ten dzień dobry jest
Ten dzień piękny jest
Dla radości w świecie szarych dusz

Idźmy „paczką” przez ziemię
Nieśmy uśmiech co dnia
Beznadziei powiedzmy NIE
Cieszmy życiem się

Ten dzień dobry jest
Ten dzień piękny jest
Dla radości w świecie szarych dusz

Nieśmy światu dar
Niepoprawność sił nam da
Pomocą służmy, gdy czas
Samotnym niech nie będzie nikt

Ten dzień dobry jest
Ten dzień piękny jest
Dla radości w świecie szarych dusz


środa, 7 listopada 2007

Nie wystarczy uwierzyć, trzeba jeszcze pokochać :)

Czym jest wiara?
Skąd się bieże?
Jak się przejawia?

Takie i inne pytania "chodzą" mi od dwa po głowie.
Wiarę wpoili mi rodzice, wychowałam się w niej, ale nie rozumiałam do końca, na czym to polega. Obecnie też nie wszystko pojmuję, ale odnalazłam sedno: nie wystarczy uwierzyć, trzeba jeszcze pokochać. Pokochać Boga? To niemalże postać fantastyczna z książki zwanej Bibliom; Jezusa? On żył tak dawno, no tak umarł za nasze grzechy - przynajmniej tak mówi Kościół, a i jeszcze kościół, to taka instytucja wiary...
Po prostu super, i o co w tym wszystkim chodzi??
No właśnie, wiara i wszystko, co z nią związane wydaje się być abstrakcją, nawet nie wspomniałam o Duchu Świętym, dlaczego?? Nie wiem, może w dzisiejszym świecie za często jest pomijany, w dodatku w nazwie ma duch... to już wogóle przegięcie dla człowieka XXI wieku.

Dlaczego więc wierzę?

Bóg nie jest abstrakcją, choć tak by się to mogło wydawać, on żyje, czuje, a przedewszystkim kocha.
No właśnie, Bóg nas kocha, w ciąż to powtarza nie tylko w Księgach Pisma Świętego, ale na co dzień, choć może nie potrafimy tego usłyszeć, dostrzec.

Jeszcze jedno ważne zagadnienie: Poczucie przynależności do wspólnoty Kościoła.

Jest tak, że chcielibyśmy czerpać garściami korzyści płynące z przynależenia do tej wspólnoty, aby obdarzyła nas ona poczuciem akceptacji i przynależności, jednak, gdy przychodzimy z takim nastawieniem zazwyczaj nie otrzymuje wszystkiego, na czym mu zależało i odchodzi niepocieszony. Aby w pełni korzystać z wszelkich "przywilejów" świadomej przynależności do Kościoła, trzeba dać z siebie wszystko, co jest możliwe i jeszcze więcej, w ten sposób czerpie się ze zdroju darów Ducha świętego, ale jest jeszcze jeden warunek: trzeba kochać. Nie randze od razu obdarzać miłością samego Boga, jeśli ten jest dla człowieka jeszcze zbyt abstrakcyjny, to jest to zadanie niemalże niewykonalne, lepiej pokochać człowieka (jak przyjaciela) i dostrzec w nim Boży dar. Miłość do Boga rozkwitnie sama, jak najpiękniejszy świata kwiat.

Jedynie dając z siebie maksymalnie dużo, czując wsparcie i współpracując dla dobra ogółu człowiek czuje są potrzebny, sam nieświadomie zżywa się z wspólnotą otaczających go ludzi i odkrywa to, co w Kościele najcenniejsze, znajduje prawdziwe szczęście w dzieleniu się swoim życiem z innymi, jednocześnie mając fundamentalne wsparcie w wspólnocie, a przede wszystkim samym Bogu.

poniedziałek, 5 listopada 2007

Jak kropla rosy

Wczoraj ks. Marek miał kazanie, mówił, że człowiek wobec boga jest jak kropla rosy. Zdałam sobie sprawę z tego, że jestem zaledwie ziarnkiem pyłu na wietrze, a jednak On wybrał mnie przed założeniem świata i pokochał odwieczną miłością, co więcej, pragnie, abym niosła ją innym i rozdawała w obfitości. Jeśli to czytasz, to pora, byś zdał/a sobie sprawę z tego, że to właśnie Ciebie Jezus pragnie dziś przytulić do swego serca. Usłysz Jego wołanie i daj się porwać ogromowi jego żywej miłości.